Miałam w sumie napisać coś wczoraj - ale czas jest świnią i płynie za szybko ;) W sumie wczorajszy dzień zaliczam do jednego z lepszych :) Najbardziej zadowalająca była ładna pogoda ;) Chociaż jak siedzisz w szkole to aż cię kurwica bierze, że musisz tam być zamiast chodzić po mieście, zbijając tzw. bąki. Normalnie coś cię trzepie, gdy trzeba siedzieć na takiej durnej religii i pisać jakiś chory sprawdzian, zamiast prażyć się na słoneczku. Bomba po prostu.
Następnym ciekawym elementem był wypad z panną J. do wesołego. Chyba pół godziny zastanawiałam się, czy iśc na Extrema, czy na Boostera, ale wybrałam wersję dla ludzi o mocniejszych nerwach. Chociaż zaczynam wątpić w swoje zdrowie psychiczne, bo stwierdziłąm, że było za wolno. No, ale w wakacje jeździło się na 9 a wtedy była zaledwie 7. Przy dobrych wiatrach do tego.
Co do wesołego, zaryzykowałam jeszcze losa na loteri. Wygrałam majne liebe Bonesa. A co do Bonesa - muszę wziąć się za 3 część NH <3
Ale dzień bez kłótni z ojcem to dzień stracony, co nie? Trzeba było się pożreć, powyzywać i popokazywać sobie pewne znaki. No dobra! Przyznaje. To ja pokazuje mu faka przeciętnie pięćdziesiąt razy na dzień. Ale taka już jestem, prawda? ;>
W sumie wielbię tańczyć w deszczu i zachowywać się jak oszołom. To jest ekstra.
Lubię te zdjecia, meen.