czwartek, 8 kwietnia 2010

... czternasty marca wciąż we mnie gra....




Dzień czternasty marca... Ileż to razy zastanawiałam się czy w ogóle jechać... Od czasu, gdy na rynek wyszedł Humanoid byłam zawiedziona... Bałam się, że zaśpiewają z playbacku... Gdy zobaczyłam ten ich nowy wygląd, a w szczególności szanownego pana B. niegdyś mojej wielkiej, platonicznej miłości to wszystko się wypaliło. Wiele osób się dziwiło, kiedy na pewnej stronie napisałam, że to koniec mojej przygody z owym zespołem.  
Ale pojechałam. I dziś... Nie żałuję. 




 Pod halą byłam koło wpół do dziewiątej rano. Wyjazd o piątej; z Oels do Locz. W nocy nie spałam, za to nadrobiłam w samochodzie. Pamiętam, że padał śnieg i było zimno. Ja ubrana w spódniczkę, kabaretki, trampki i skórę myślałam, że zamarznę. Ale trzymałam się dzielnie. Na początku było drętwo. Nikogo nie poznałam, stałam sama. Potem, przy rozdawaniu numerków spotkałam parę znajomych twarzy. I to też dzięki nim to czekanie nie było nudne. Nigdy nie zapomnę ukradkowego palenia, tak aby tatuś nie zobaczył. I czekania na te pieprzone numerki w tym śniegu. I liczenie. I śpiewanie piosenek. I te rozmowy... To wszystko było takie magiczne. Wspaniałe... Niezapomniane. Najchętniej nigdy bym stamtąd nie wyjeżdżała. Zostałabym z tymi ludźmi, bawiąc się wciąż tak samo jak tego zimnego dnia. Co prawda temperatura powietrza była niska, aczkolwiek to gorąc naszych serc nas rozgrzewał... 
 Organizacja była do kitu, ale to nic. Liczyła się ta atmosfera, ci ludzie... 




 Kiedy wszystko się zaczęło, czułam euforię i zadowolenie. Pamiętam, ze najpierw przyuważyłam pana Tomasza, a dopiero później szanownego pana wokalistę. Komm. Utwór nummer eins. 
To jak wyszliście z tej kapsuły i jak po raz pierwszy rozbrzmiały pierwsze nuty piosenki. Emocje, miłość, uczucie... Tyle różnych odczuć wyrażanych przez jednego człowieka. Przez ciebie, B. 
W sumie nie do końca do mnie docierało, że to się dzieje. Nie płakałam, chociaż oczy piekły. Byłam w tym momencie najszczęśliwsza osobą na ziemi. I obojętnie czy s p o j r z e l i ś c i e  na mnie, czy nie, ale to ja patrzyłam na was. 
Fur immer jetz, Alien, Sonnensystem, Automatisch, Screamin, Ich brech aus, DDM <3  
Dalej mam w pamieci wasze rozradowane twarze i tą błogą radość. Daliście nam wiele momentów szczęścia, które na zawsze zapamiętamy. 
Nie liczyło się nic tylko wy. Uch i te efekty pirotechniczne również były zniewalające.  Pamiętam jak szybko mi serce biło, aż bałam się, żeby nie zemdleć. Chciałam zatrzymać czas. Zrobiło mi się dziwnie smutno, jak to wszystko się skończyło. W pamięci nada mam twoje słodkie " Hello Locz" i ten uśmiech oraz słowa " I love you guys". A, ty Tom... Jak widziałam tą twoją pasję, podczas gdy grałeś na gitarze... Widziałam uczucie. Miłość. Robicie kawał dobrej roboty , wy i spółka G&G. 
Byłam tam. Zobaczyłam. I na nowo pokochałam. 
Danke! <3


 Najgorsze były pierwsze dni...Teraz niby się ustabilizowało, aczkolwiek, cholernie tęsknie. Wracam tam do was w snach. To był najpiękniejszy dzień moje życia. Dziękuje rodzicom - za bilet, dziewczynom <3 - za wspaniałą zabawę podczas oczekiwania, Ulri - za nitki z ręcznika Toma, i samym chłopakom - za wspaniałe show <3
Brakuje mi tego wszystkiego. Myślałam, że to będzie pożegnanie z tymi marionetkami, ale... Okazało się, że "miłość" do ich muzyki jeszcze bardziej się pogłębiła. Nie umiem tego tak po prostu zostawić, odrzucić w kat. To wielka część mojego życia. Dorastałam na ich muzyce, wiec... To tak jakbym chciała wymazać parę lat z mego istnienia. Nie da się, prawda?  
Teraz patrzę na zdjęcie pana Tomasza i myślę. Tak bardzo chciałabym z nimi zamienić parę słów. I nie chodzi mi tu o jakiś płytki flirt, tylko o zwykłą, przyjacielską pogadankę w atmosferze stuprocentowej szczerości.  Chciałabym, aby powiedzieli co czują, żyjąc w tym showbiznesowym bagnie... W końcu to idzie w złym kierunku... Oni się niszczą. 
Aczkolwiek dali wspaniały koncert, którego nie zapomnę nigdy. Był tym pierwszym i zapewne nie ostatnim. 
Tęsknie za wami mocno. Byliście tak blisko... a teraz dajecie szczęście innym nastolatkom w innych krajach. 
Co nie zmienia faktu, ze cholernie za wami tęsknie i mam nadzieję, ze widzimy się w wakacje na domniemanej trasie, tak chłopcy? 
Kocham was za to co robicie. 
 Jesteście wspaniali i oby tak dalej. 


Ich seh dich weinen
Und keiner wischt die Tränen weg
Ich hör dich schreien
Weil die Stille dich erstickt
Ich fühl dein Herz
Es ist einsam so wie du
Lass dich fallen
Mach die Augen zu

 
Danke.  

środa, 7 kwietnia 2010

nummer eins.

Jest wpół do pierwszej, a ja nadal nie śpię. Dziwne, ale nie odczuwam potrzeby owego snu. Gorzej jest rano. No, ale mniejsza z tym. 
Znów ta szkoła. Jutro cztery lekcje plus dodatkowe z matmy. Przeżyje. Przynajmniej tak sądzę. Chociaż te dwie godziny z panią M. zapowiadają się koszmarnie. I jeszcze jakiś konkurs, na który dopiero będę się uczyć. Istna m-a-s-a-k-r-a. 

Święta, święta i po świętach. Ja w kościele nie byłam ani razu, mimo, ze powinnam. Za dwa tygodnie bierzmowanie, ale ono dla mnie nie ma większego znaczenia. Ot, papierek, świstek, trzecie imię, wymęczenie się w kościele i ende. Kościół zszedł na psy. Kiedyś byłam bardzo religijną osobą ( tak, naprawdę! chociaż sama w to nie wierzę, ale tak rzeczywiście było) to teraz... No, ale spójrzmy racjonalnie... Umarł JPII to to wszystko się popierniczyło. Pojawił się ojciec Rydzyk, który kojarzy mi się z jakimś pedofilem ( oO), a ten nowy papież jest jakis taki... sztuczny. Kościół już teraz nie ma tej prawdziwej wartosci, jaką miał przypuścmy podczas Drugiej Wojny, kiedy to ludzie WALCZYLI o wiarę. Ja do kościoła nie chodze, aczkolwiek modlę się i wierzę. Czemu nie chodzę? Jak tylko wejdziesz do środka armia Rydzykowych moherów rzuca ci zdegustowane spojrzenia i zaczyna paplać. Ale, nie, przecież one są wiernymi Katoliczkami, prawda? ładne mi katoliczki i ładna mi ich wiara.... Naprawdę, jak widzę, to co się dzieje, to aż się boję... Nie mówię, że ja jestem idealna, bo do tego mi daleko, ale.... Ludzie w większości krytykują innych a nie patrzą na siebie... 

Mam dość tej cholernie monotonnej Polskiej rzeczywistości. I tych chorych poglądów. 
Chcę rok 2013. I mój wyjazd na stałe do Niemiec.  Chociaż niesamowicie irytuje mnie zachowanie mojej rodziny, która twierdzi, że "Polska dla Polaków i tutaj mamy mieszkać" .  To jest totalnie chore.  Ja siebie nie widzę w tym zawszonym, źle zorganizowanym kraju, dzieci Bravo, dresów i Barbie. 
Mam dość moich rodziców i odliczam dni do tego momentu, aż zdam maturę i będę mogła wyjechać. Uwolnić się. Zerwać kajdany. 
Oczywiście, zapewne będę tęsknić, ale tak trzeba... To tutaj czuję się obco... Musze odnaleźć swe miejsce na ziemi... I tyle.  

Mam nadzieję, że moje chore sny, w końcu się skończą i przyśni mi się coś miłego. A więc sobie życzę przyjemnej nocy i wam tez tego życzę. 
Dobranoc :)